Ziobro za chwilę wyleci z PiS i prawdopodobnie nie sam, ale z grupą posłów. Być może będą w stanie utworzyć klub parlamentarny. Schetyna jest natomiast – jak to nazwano – grilowany przez Tuska. Za chwilę może zostać całkowicie zmarginalizowany w PO. Nie wiadomo, co zrobi. Może będzie czekać ma lepszą okazję, żeby zrewanżować się Tuskowi. Może jednak – jeśli Tusk przesadzi z poniżaniem Grzesia – zdecyduje się na rozłam.
Wtedy w Sejmie będzie bardzo ciekawa sytuacja – powstaną dwa nowe ugrupowania posiadające względnie znaczącą liczbę głosów. Ale przede wszystkim koalicja PO z PSL nie będzie mieć większości. Z tym Tusk pewnie sobie poradzi powiększając koalicję o SLD i Palikota. Jednak to już nie będzie taka koalicja jak obecnie, to znaczy koalicja, w której jeden partner rządzi, a drugi słucha.
A gdyby tak jeszcze Schetyna i Ziobro połączyli swoje kluby? Sytuacji w Sejmie to oczywiście nie zmieni. Ale taka partia mogłaby mieć całkiem spory potencjał. To byłby taki PO-PiS. Jasne, że jest tu mnóstwo wątpliwości: jaki byłby program takiego ugrupowania?, Kto byłby potencjalnym wyborcą? I najważniejsze w polskich realiach, kto byłby przywódcą? Rozstrzygnięcie tego ostatniego może być najtrudniejsze i zapewne dlatego takie ugrupowanie nie powstanie. Ale gdyby?


